czwartek, 27 grudnia 2012

Świadomość

W jednym niewielkim kraju zaczęły się wielkie problemy z wolnością. Najpierw zamknięto niezależne media, zabroniono wyjazdów za granicę i posiadania prywatnej własności. Później zlikwidowano piwo i muzykę. A po kilku latach umacniania się dyktatury zakazane było już wszystko – a właściwie – nic nie było dozwolone. Jedyną ostoją wolności dla każdego obywatela pozostawała jego własna głowa. Ludzie mieli szansę czuć się wolnymi wyłącznie w myślach. I wielu z niezadowolonych z takiej możliwości nawet korzystało. Myśleli sobie co chcieli, wyobrażali wszystko na co tylko pozwalała fantazja, marzyli o wszystkim o czym dało się pomarzyć. Wiele osób zachowało wewnętrzną wolność. Władze domyślały się tego, dążyły więc do skonstruowania maszyny skanującej mózgi. Po latach eksperymentów udało się ją stworzyć i uruchomić. W obawie przed prześladowaniem wyznawcy wolności starali się oduczyć obrazoburczych praktyk. Jednak nie dało się tak od razu porzucić myślenia. Krąg represji objął tych, którzy nie zerwali ze swoją wewnętrzną wolnością. Maszyny skanujące pracowały bezustannie, ujawniając ostatnie niedobitki przeciwników dyktatury. Człowiek jednak to takie niezwykłe stworzenie, które potrafi przystosować się do dowolnych warunków o wiele lepiej od kameleona. Z czasem ludzie nauczyli się wierzyć w kłamstwo. Nawet gdy się z jakimś spotykali, potrafili tak umiejętnie przekonać samych siebie, że to co słyszą jest prawdą, że żadna maszyna nie mogła dostrzec w tym kantu. Gdy z trybun krzyczano, że w ich kraju jest najwięcej wolności, ten kto rozumiał, że to bzdura, od razu wmawiał sobie, że to święta prawda i już sam był gotów, by przekonywać do niej innych. A dokonać tego można było jedynie wierząc w kłamstwo. Jedyną bodaj przyjemnością pozostawała świadomość, że maszynę myśli można oszukać. Ludzie podzielili się zatem na świadomych i nieświadomych, jednak ani ci pierwsi, ani drudzy, nie ośmielali się o tym pomyśleć. Władza przekonana była, że odczytuje myśli swoich obywateli i była z tego bardzo zadowolona. Obywatele byli nie mniej zadowoleni, bo wiedzieli, że sprytnie oszukują władzę. Niezadowolonych w tym kraju już nie było. 

 Almanach Belarus, Nowy Jork, 2012

wtorek, 11 grudnia 2012

Książka-żart


Pewien literat, zapytany nad czym obecnie pracuje, oświadczył, że pisze książkę-żart. Wieść ta dotarła z kolei do innego literata, którym aż zatrzęsło, gdy się o tym dowiedział. Zaczął usilnie wytężać umysł, próbując rozgryźć, co też takiego może tworzyć tamten pisarz. Czy to przypadkiem nie o nim będzie ten żart? Literat gubił się w domysłach i całymi nocami nie mógł zmrużyć oka. Dosłownie chodził po ścianach, nie mogąc dociec jaką to podłość, jakiż to raptem figiel, jakiego rodzaju dowcip szykuje kolega-drań po piórze. Hen, hen daleko, na granicy obłędu, niespodziewanie dostrzegł przebłysk. Przebłysk iście genialny w swej prostocie. „Napiszę tę książkę szybciej od niego!” – postanowił literat. „Prześcignę go, tym bardziej, że mam już pełno różnych materiałów. Wystarczy to i owo odświeżyć, przejrzeć to co już opublikowane, przekartkować nieopublikowane, a wówczas przegonienie go nie będzie zbyt trudne. Nie czekając do rana literat z natchnieniem wziął się do pracy, rwał, miotał, parskał, pisał tak niestrudzenie, że jego książka gotowa była następnego dnia wieczorem. Autor przesłał dzieło do wydawnictwa, z którym stale współpracował i z poczuciem spełnionego obowiązku, a i nie bez pewnej dozy słodyczy zwycięstwa, zapadł w końcu w błogi sen. Widocznie z racji ogromnego wysiłku, literat spał bardzo długo, tak długo, że gdy się w końcu obudził, jego książka była już wydana. Pisarz włączył telewizję, w której zazwyczaj omawiano różne kulturalne nowinki, a gdy zobaczył to, co zobaczył, najpierw ze zdumienia przetarł oczy. Na ekranie znów ujrzał znienawidzonego kolegę pisarza.
- Więc kiedy doczekamy się obiecanej książki-żartu? – dopytywał prowadzący program.
- A po co czekać? – niejednoznacznie uśmiechnął się literat – Wszystko napisano już przed nami!