środa, 31 października 2012

Drzewo poznania


Nad brzegiem jeziora rosło odmienne od innych drzewko – dzika jabłoń. „Wszystkie drzewa zwyczajnie rosną sobie w sadzie, w lesie czy chociażby przy drodze, a ja co…” – myślało. „Jedne dają owoce, inne cień i wytchnienie, jeszcze inne piękno. Nawet te, które idą na deski czy opał jakoś się przydają” – rozważała jabłoń, nijak nie mogąc dostrzec swojego przeznaczenia. Mijały lata, a trzeba pamiętać, że dla drzew są one dłuższe niż dla ludzi, jabłonka wyrosła, wypełniła się sokami, rozkwitła niczym panienka w najlepsze lata swej młodości, a ciągle jeszcze nie poznała odpowiedzi na najważniejsze pytanie – jaki jest cel jej żywota. Raz, a było to w czasie, gdy cała pokryta była białym kwieciem, poczuła, jak coś szamoce się na jednej z jej gałęzi. Zaczęła więc rozchylać ukwiecone pędy, aż na jednej z nich dostrzegła ptaka.  
- Rrrajskie drzrzrzewo – odezwał się ptak.
Słowa te zirytowały jabłoń. Po chwili ptak odezwał się ponownie:
- Pierrrwsze drzrzrzewo – jeszcze mniej jasno przemówił ptak.
- Nie, mylisz mnie  z kimś. Ja jestem zwykła dzika jabłonka, która rośnie nad brzegiem jeziora – odpowiedziało drzewo.
- Każde drzrzrzewo jest zwyczajne, dopóki nie wyda owoców poznania.
- Owoców poznania? – zapytała jabłoń.
- Owoców, które otwierają oczy – ciągnął swą tajemniczą mowę ptak.
- A jak wydać taki owoc? – zainteresowała się jabłonka.
- Pokorrrą! – wyskrzeczał ptak, nagle podrywając się do lotu.
- Czym, czym? – dopytywała jabłoń.
- …rrrą! – zdołała jeszcze usłyszeć.
Wysłuchawszy tajemniczej ptasiej opowieści o owocu poznania, jabłoń myślała już tylko o tym, jak wydać takie cudo.
Dniami i nocami starała się wyhodować owoc, który otwiera oczy. Jednak obojętnie jak się starała, na jej gałązkach nie rosło nic prócz kwaśnych, zielonych jabłek. Nadchodziła jesień i jabłonka zaczęła już tracić nadzieję, że kiedyś wyrośnie na niej owoc poznania, o którym, miała wrażenie, tak dawno mówił jej ptak. Jabłoń gorzko zapłakała, a ponieważ drzewa nie mają łez, płakała swoimi listkami. Przez pewien czas woda u brzegu jeziora zasłana była nimi niczym dywanem.
Gdy opadł już ostatni liść, jabłoń poczuła, jak po jej pniu pełznie coś śliskiego i zimnego. Był to wąż. Dopełzł do samej prawie korony, usadowił się jak mógł najwygodniej, po czym zwrócił się do jabłonki następującymi słowami:
- Sssmuciszsz sssię, dzika jabłonko? – wysyczał wąż.
Jabłoń z początku zdziwiła się, że gad dostrzegł jej smutek, ale potem pożaliła się z goryczą:
- Nikt nie chce rwać moich jabłek… są kwaśne. Choćbym nie wiem jak się starała, nikomu nie otworzą oczu.
- Jak ty chceszszsz otwierać innym oczy, skoro sssama maszszsz je zamknięte? – zapytał wąż.
Jabłonka zastanowiła się, po czym spytała:
- Co to znaczy, że sama mam zamknięte oczy?
- Rajssskich owoców poznania nie zobaczyszszsz, dopóki nie otworzyszszsz ssswych oczu na wszszszechśśświat – metaforycznie przemówił wąż i zaczął pełznąć w dół pnia.
- Wszechświat? – powtórzyła niezrozumiałe dla siebie słowo jabłonka.
- Nim zobaczysz koniec, ujrzyj początek.
- Co, co? – dopytywała jabłonka widząc, że wąż znika tam skąd przybył.
- Raj-sss! – usłyszała jeszcze ostatnie głosy węża.
Długo myślała jabłonka nad tymi słowami. Ich sens był jednak dla niej zbyt niejasny. Noce zaczynały być naprawdę mroźne, a jabłoń wciąż jeszcze rozmyślała nad tym, co miał na myśli wąż. W końcu, gdy prawie straciła nadzieję, smutno spojrzała na dół, w toń jeziora i nagle doznała olśnienia.
Na gładkiej tafli zobaczyła swoje czyste, niczym nieskalane, odbicie.
- Jaka jestem zadziwiająca, jaka piękna – powiedziała na głos i pomyślała, że teraz naprawdę otworzyły jej się oczy i jest już gotowa, by pomóc otworzyć je innym.
Niedługo po tym woda w jeziorze zamarzła, lód okrył się grubą warstwą śniegu i nastała długa zima.
Wiosną jabłonkę ścieli, z konarów zbili krzyż, narzucili nań łachmany i postawili w ogrodzie. Teraz jabłoń była strachem na wróble. Zamiast odnaleźć swoje przeznaczenie, to przeznaczenie odnalazło ją. Nie została nigdy drzewem poznania, jak nie zostanie nim żadne drzewo, które własnych korzeni w przezroczystej wodzie rozpoznać nie może.

LIM №20 (4666) 18 May 2012

Autorką wycinanki jest Volga Baburyna