wtorek, 10 kwietnia 2012

Dwa o jednym marzenia


Opowiem o dwóch pisarzach z jednego, niewielkiego kraju, gdzieś na peryferiach Europy. Łączyła ich nie tylko ojczyzna, ale również zainteresowanie nagrodą Nobla. Tak wyszło, że jeszcze nigdy żaden ich rodak nie został uhonorowany tą słynną literacką nagrodą. Fakt ten nie pozwalał narodowej literaturze „zająć poczesnego miejsca pośród innych nacji”, jak napisał kiedyś tamtejszy klasyk.

Pierwszy z pisarzy, świadomy swej misji i odpowiedzialności, zaczął robić wszystko, by tego Nobla w końcu otrzymać. Najpierw poznał i przekabacił wszystkich potencjalnych tłumaczy, którzy przekładali z jego języka, później wysłał swoje książki do wszystkich poważnych instytucji w Skandynawii, a także Rzymie, Paryżu, Londynie i Berlinie, następnie spróbował wejść w komitywę z wpływowymi profesorami literatury w Cambridge, Oxfordzie, na Sorbonie i, oczywiście, w Sztokholmie. W końcu przez nich spróbował, trzeba przyznać, że nie bez pewnego sukcesu, dotrzeć do niektórych członków tajnego jury, a nawet do samej rodziny królewskiej. Wszędzie gdzie zdarzało mu się bywać, opowiadał o palącym problemie niedoceniania wielkiej literatury jego narodu, o jego rozpaczliwej historii i tułaczym losie. By nie być gołosłownym, przy pierwszej nadarzającej się okazji, sam przyjął funkcję uchodźcy i opuścił kraj w głośnym geście protestu przeciw niechęci władz do podpisania międzynarodowej umowy o ochronie bernikly kanadyjskiej. Co więcej, pisarz przestudiował życiorysy wszystkich laureatów nagrody, sam przetłumaczył lub przyczynił się do przekładu na swój język ojczysty dzieł niemal połowy noblistów, napisał nawet poemat o tym jak w 1914 roku nagroda była już praktycznie przyznana jego krajanowi, autorowi niezapomnianych słów o  „poczesnym miejscu między narodami”, ale ujrzawszy jak zaognia się najgorszy ze wszystkich konfliktów w historii, zadecydowano po raz pierwszy nagrody nie wręczać. Utwór wieńczyły metafory o niesprawiedliwości i pechu, które były oczywistymi aluzjami sugerującymi konieczność i potrzebę naprawy przeszłości w teraźniejszości.

Drugi pisarz z tego samego kraju, wybrał całkowicie przeciwną taktykę. Pozostał w kraju i ze wszystkich sił swojej twórczej energii zaczął krytykować ideę wręczania nagrody Nobla. Na początek dokładnie przeanalizował biografię twórcy nagrody, Alfreda Nobla, w celu przedstawienia jego naukowej działalności w jak najgorszym świetle. W eseju pod tytułem „Nobel-Sznobel” pisarz zwrócił uwagę na aspekt etyczny wynalezienia dynamitu, najbardziej śmiercionośnej substancji wszech czasów. Skrytykowawszy fundatora nagrody, pisarz wdał się w werbalną wojnę z rodziną królewską, przedstawiając jej członków jako ostatnich oszustów i bezprzykładnych awanturników. Potem przeniósł uwagę czytelników na fakt upolitycznienia decyzji, które podejmował komitet, z dokładnym wyliczeniem wszystkich takich przypadków, i z nie mniej dokładnym przybliżeniem historycznego i politycznego kontekstu. Na końcu napisał wymyślony apel o przyznanie nagrody jemu samemu. Rozpoczął go przeglądem laureatów, którzy odmówili jej przyjęcia, a w dalszej treści zawarł osąd nieadekwatności aspiracji jednego, paromilionowego narodu, do kształtowania gustu literackiego całego świata.

Ktoś mógłby pomyśleć, że drugi pisarz, w odróżnieniu od pierwszego, nie chciał otrzymać nagrody Nobla. Gdzie tam! Obaj różnili się prawie we wszystkim, prócz jednego. Żaden z nich nigdy nie porzucił marzenia o jej otrzymaniu. Taka jest oto historia dwóch pisarzy z jednego, niewielkiego kraju, gdzieś na peryferiach Europy. A jaka będzie historia trzeciego i czwartego póki co nie wiedzieli jeszcze ani czytelnicy, ani komitet noblowski, ani sami pisarze.

Tekst w języku białoruskim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz