wtorek, 13 marca 2012

Łunochody* literatury


W dzieciństwie księżycowy łazik był chyba moją jedyną zabawką sensu stricte. Gadżet bawił mnie niezbyt długo. Wkrótce poczułem chęć dostania się do jego środka i przyjrzenia się z bliska wewnętrznym mechanizmom. Myślę, że nietrudno zgadnąć czym takie majstrowanie się skończyło.

Niczego ciekawego w bebechach łunochoda nie znalazłem, jednak cały mój entuzjazm do mechanicznych zabawek przeminął wówczas raz na zawsze. Dorośli zawsze w takich przypadkach dziwią się jak można brać się do rozkładania takiego skomplikowanego urządzenia, skoro nie potrafi się go potem złożyć do kupy. Ja z kolei dziwię się dorosłym, którzy sądzą, że dzieci rozbierają rzeczy na drobne elementy po to by je potem poskładać.  
Minęły lata, a ja dowiedziałem się, że podobną czynnością zajmują się nie tylko dzieciaki, ale również dorośli panowie, z tą różnicą, że nie nazywa się już tego psotami, a dekonstrukcją. Zabawę rozpoczął Jacques Derrida w 1967 roku – trzy lata przed lądowaniem łazika na księżycu. Za jej podstawę posłużyła opisana przez niemieckiego filozofa Martina Heideggera, w dziele „Bycie i czas”, dekonstrukcja, która skłaniała do rewizji współczesnych poglądów na tradycję. Dekonstrukcja zachęcała do krytycznego czytania tekstów literatury i filozofii, tak by możliwe było odnalezienie obluzowanych cegieł, które mogłyby posłużyć do zakwestionowania fundamentów konstrukcji całego dzieła, przede wszystkim elementów sprzecznych z intencją autora. Dlatego w myśl tej teorii każdy tekst posiada tak zwane aporie, niezgodność empirii z teorią, a co za tym idzie różne, czasem sprzeczne znaczenia lub wielość możliwych interpretacji. Dekonstrukcja, w moim odczuciu, jest swoistym wtargnięciem do pokoju autora z intencją obnażenia wszystkich jego (pokoju, a nie autora czy całej posiadłości) niedoskonałości. I znów nasuwa się oczywiste pytanie – po co te zabiegi?

Zarówno Heidegger jak i Derrida wyraźnie zaznaczają, że nie ma mowy o żadnym wandalizmie. Obaj twierdzą, że aby ich koncepcje były skuteczne, muszą nieść ze sobą twórczy charakter. Dekonstrukcjonizm to przede wszystkim pojęcie teoretyczne, a nie metodologia niszczenia. Mimo to bez problemu można wskazać autorów, którzy uczynili z dekonstrukcji naczelną zasadę swojej twórczości, na długo przed tym jak filozofowie ulepili z niej zręczną koncepcję. Chociażby James Joyce, dekonstruktor irlandzkiej rzeczywistości, czy Witold Gombrowicz, deformator podstaw tradycyjnej polskości. Dwóch wygnańców, którzy w pewnym momencie nie zawahali się rzucić wyzwania podstawom systemów wartości, które ich ukształtowały. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie rozpatrywał ich twórczość w kategoriach zdrady, herezji i egoizmu, jednak tylko ślepy i głuchy nie przyzna, że raz rzuciwszy wyzwanie systemom, zdołali je przezwyciężyć. Dokonali tego dzięki temu, że nigdy nie ograniczyli się wyłącznie do burzenia starych podstaw, ale przede wszystkim dążyli do stworzenia nowych form i konstrukcji, które swoją żywotnością, zaświadczyły o ich przewadze nad poprzedniczkami. Inny Irlandczyk-zwycięzca, Samuel Beckett przestrzega jednak: „Być artystą znaczy przegrywać, i to przegrywać jak nikt inny, porażka to świat artysty”. Bratnia mogiła artystów,  którzy swoje bitwy przegrali jest wszak głęboka i szeroka.

Po rozłożeniu łunochoda, jeszcze długo starałem się przekonać dorosłych, że jego poszczególne elementy świetnie nadadzą się na zabawki choinkowe. Nie udało mi się jednak i niegdysiejszy księżycowy łazik szybko trafił na śmietnik. Ostatni sygnał Łunochod wysłał na ziemię 14 września 1971 roku, jednak oficjalnie spisano go na straty dopiero 4 października, sztucznie przeciągając moment jego odejścia do rocznicy wystrzelenia Sputnika 1. Żyjemy w epoce łazików marsjańskich i lotami na księżyc nikogo już nie zadziwisz.


* Radziecka zabawka z lat 70-tych, wzorowana na bezzałogowym, sterowanym z Ziemi pojeździe przeznaczonym do badań Księżyca. Więcej na http://pl.wikipedia.org/wiki/Łunochod

Tekst w języku białoruskim