wtorek, 21 lutego 2012

Chmura znaczników pod hasłem Białoruś

Mickiewicz, traktor „Biełaruś, kołchoz, Łukaszenka, „Grodno”, tania wódka, dziewczyny na wysokich obcasach, lodówka „Mińsk”, kresy, dyktatura, Kościuszko”, „Czarnobyl”... Tak dziś wygląda niewielka, ale w znacznej mierze radioaktywna chmura tagów z hasłem Białoruś po środku.
 Chmura znaczników to hasła-linki ułożone w kształcie obłoków, a wielkość tych linków zależy od ważności lub popularności danego znacznika. Jeśli weźmiemy pod uwagę mapę prognozy pogody na dziś lub na najbliższy tydzień, zobaczymy że nad terytorium Republiki Białoruś rozciągneły się duże czarne chmury z napisem „Łukaszenka”, „dyktatura”, i tylko tu i ówdzie, czekają nas pewne przejaśnienia. Ci nieliczni, którzy trafiają na Białoruś przyjeżdzając z innych państw niewątpliwie dodadzą do swojej listy znaczników hasła: „dobre drogi”, „słodzone mleko”, „czarny chleb”, „czyste ulice”, „czekoladowe cukierki”, „zaorane pola”, „komuna”. Powiem więcej, ci bardziej zmęczeni życiem w kapitalizmie i krytycznie nastawieni wobec państw rodzimych, ponadto dodadzą też znacznik: „nie jest tak źle jak mówią”. Jest to jednak dosyć niebezpieczna, i zapewne nie jedyna pułapka, czyhająca na zagranicznego gościa.



Otóż jak wytłumaczyć współczesnemu człowiekowi rozmaite białoruskie anomalia pogodowe? Na przykład to, że prezydent Białorusi tępi język białoruski, że ulice miast sławią imiona ludzi związanych z mordem setek tysięcy naszych dziadów i pradziadów, że na terenach skażonych strontem i cezem uprawia się żyto, które później przeoblicza się w ciało i krew białoruskich rodzin, że jadąc fragmentem stołecznej obwodnicy jedziemy po trupach. Jak wyłumaczyć wiele innych kataklizmów występujących na terenie państwa Białoruś? Z drugiej strony żyjemy w świecie ponowoczesności, w realiach natłoku ogromnej ilości faktów docierających z różnych zakątków świata. Uproszczenia są więc często jedynym możliwym skrótem, na drodze przyswojenia informacji. Nasze otoczenie znamy często wyłącznie z przyspieszonej animacji z napisem „bez komentarza”, w okamgnieniu przefruwające deszcze, migające światła samochodów, ulice i tłumy ludzi podobne do mrowisk, trzęsienia ziemi i tsunami utrwalone w parusekundowym fleszu, początki i końce, czasem ze środkiem, ale już bez wypełnienia... Co począć jednak tym którzy szukają właśnie tego wypełnienia, a nie ogólnych koordynatów? Najpierw należałoby pójść wszerz i dodać do naszej listy nowe znaczniki, dajmy na to: „Jan Barszczewski”, „Wielkie Księstwo Litewskie”, „placki ziemniaczane”, „Polesie”, „Vasil Bykau”, „Moniuszko”, „Jazep Drazdovicz”, „zamki Radziwiłów”, „kurhany”, „drewniane chaty”, „Dniepr” i „Dźwina”, „Puszcza Białowieska”, „Ludzie z bagien”, „Pogoń”, „Bitwa pod Orszą”, „Połock” i „Barowliany”. Białoruskie niebo, to wszak obraz wielce charakterystyczny, przedstawiający duże spiętrzone, pojedyncze i oddzielone od siebie białe obłoki, po kres wypełniające błękitny horyzont zlewający się z płaskim, lub lekko pagórkowatym zielonym pastwiskiem.
Jeśli wrócić do terminologii komputerowej, to po kliknięciu na taki obłok zbliżamy się do niego by zdać sobie sprawę, że ten kryje w sobie tysiące mniejszych obłoków, odcieni i linii. I tylko wówczas nasza droga przechodzi z płaszczyzny „wszerz” do wymiaru „w głąb”. Dopiero wtedy, napotykając mapę pełną skrzyżowań i rozgałęzień,  dowiadujemy się, że Wielkie Księstwo Litewskie to nie to samo co dzisiejsza Litwa, że placki ziemniaczane jemy z kwaśną śmietaną, a nie cukrem, że w zamkach Radziwiłów nadal żyją czarne panny, że rzeka Dźwina płynie przez starodawne miasto Połock, że ludzie z Bagien to ludzie z Polesia, a dzieci w Borowlianach pod Mińskiem nie przyjechały tam na wakacje... Bo prawdziwie białoruskie niebo mieni się chmarą znaczących znaczników.   

Tekst wygłoszony podczas "Spotkania ze Wschodem", 7 listopada 2011 roku w Poznaniu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz